poniedziałek, 31 stycznia 2011

Stary Chińczyk i pudełka

 Poszłam  dziś do Chińczyka w celu zakupu drewnianych pudełek, bo kończyły mi się zapasy. I choć z reguły zamawiam je w necie, czasami można trafić niezłe rzeczy prosto z Chin. No i były 2 (słownie: dwa) zestawy, prostokątnych i sześciokątnych puzderek, takie 3 w 1. Wyjęłam jedno z drugiego, obejrzałam dokładnie, a ponieważ z jednego zestawu musiałam zdjąć opakowanie, by dokładnie obejrzeć wnętrze, rzeczone opakowanie z naklejoną ceną włożyłam do koszyka. Cena na drugim komplecie bez opakowania, naklejona była bezpośrednio na pudełko.
Wstęp przydługi, ale ważny.
Między półkami spacerowała jedna pani czyli personel a przy kasie siedział stary Chińczyk.Podchodzę do kobitki i mówię:
-może pani powiedzieć szefowi, by więcej drewnianych przedmiotów zamówił?
pani ze zblazowną miną na to:- mogę, ale tylko młodemu.
-dlaczego - pytam zdziwiona
- bo ten stary ni w ząb nie rozumie po polsku - usłyszałam w odpowiedzi
- to w jakim języku pani do niego mówi?
- wcale nie mówię - zabrzmiała odpowiedź
- to może w jakimś innym języku można z nim pogadać?- pytam
- nie wiem, po polsku nie - odrzekł personel
- to może po angielsku?
- nie wiem, na pewno po chińsku -
Uważając, by nie śmiać się zbyt głośno , poszłam do kasy, wyciągam pudełka, stary Chińczyk uniósł siedzenie znad krzesła i zaczął oglądać moje zakupy. W pewnej chwili odszedł, kucnął przy półkach a ja za żadne skarby świata nie wiedziałam, CO on poszedł oglądać, skoro WSZYSTKO z tej z półki leżało przy kasie.
Z nadzieją, że się dogadam i chłopina zakupów mi nie zabierze z powrotem, mówię do niego po angielsku, że cena za ten komplet jest taka, za drugi taka. Był chyba nieco zdezorientowany, bo zastygł nieruchomo jak żona Lota. Nie czekając już na jego reakcję( w końcu nie wiem, na co go stać), szybko wyjęłam odliczoną gotówkę i krztusząc się ze śmiechu, uciekłam z tego sklepu.
P.S
Nie jestem zwolenniczką rozrywania opakowań, ale właśnie w tym sklepie, w kartonie z butami, moja znajoma odkryła g....o czyli ekskrementy( nie żartuję)!
A jak wiadomo, nie kupuje się kota w worku:)))
I na koniec moje dziełka:

  
                                                                                                                                                                                  Dość duży kuferek i herbaciarka z okuciami, jak było zamówione.
       Poza tym przyszły serwetki, których nadmiaru pozbywała się Hafija. Bardzo Ci dziękuję Agato serwetki są przecudnej urody.Na pewno je wykorzystam.


A ponieważ moje posty nie mogą kończyć się bez zdjęcia kota, oto i one.
  


-

4 komentarze:

Danuta pisze...

Super opowiedziałaś swoją historię;-)))) Uśmiałam się troszeczku i zaraz przypomniał mi się chińczyk z kabaretu jak sprzedawał zupę;-)))))).Pudełeczka prześliczne a kocisko urocze.Ja jak wszystkie sfotografuje (oczywiście koty a mam ich 5 szt) to się też pochwalę;-)
Pozdrawiam

Edi pisze...

A ja też się pośmiałam.Piękne te Twoje decu,a kotka też takiego mamy czarnulca...cudny!I widzę,że też się załapałaś na rozdanie u Hafiji.Piękne serwetki.

Biljana pisze...

I love your crakele and shabby look, so beautiful:-)
Hugs, Biljana

zainspirowana pisze...

hmmm chyba też poszukam takiego sklepu... bo marzy mi się takie ładniutkie pudełeczko :)
a jakoś zamawianie przez internet jednego czy dwóch niespecjalnie mnie urządza... :)


super czyta się Twoje wpisy :)