piątek, 7 stycznia 2011

Postanowienia noworoczne...

     W nowy rok weszłam z wieloma postanowieniami. Na ten przykład, że schudnę, jak co roku. To znaczy, jak co roku postanawiam. Że odwiedzę kilku medyków, coby badania profilaktyczne konieczne, nie tylko w moim wieku zrobić. Że znajdę czas, by zaległości towarzyskie odrobić, i przypomnieć swoją twarz psiapsiółkom i znajomym.Że karnet na pływalnię zalegający w portfelu uruchomię wreszcie.Że odkurzę i podszlifuję angielski i niemiecki, przez lata nieużywania zardzewiałe nieco.Że z początkiem roku wymyślę, w jaką część świata pojadę a nie jak zwykle załatwię wakacje"na łeb na szyję".
Po tygodniu zaczęłam zastanawiać nad POCHOPNIE jednak podjętymi postanowieniami. Doszłam do wniosku, że:
    W dziedzinie odchudzania, ekspertką prawie jestem, przetestowałam WSZYSTKIE lub większość diet na sobie, a efekt jest .... jaki jest:))) Ale powiedzcie same,jak zrzucić ten nadmiar z siebie, gdy wkoło jeszcze pełno świątecznych słodkości? 
   Na medyków zaś uczulona jestem, mój konował z rzadka bardzo odwiedzany twierdzi, iż przychodzę do niego po to tylko by podpisać listę obecności... że żyję.Ale przydałoby się pismo, że zdrowa jestem.Ja wzrokowiec jestem, jak napisane czyli wiarygodne jest;)))
  Z pływalnią też problem. Jak mam pokazać się w kostiumie, skoro nie daj Bóg, zawołają Greenpeace, że wieloryb im się w wodzie zalągł? i nie daj Bóg Greenpeace przyjedzie?!
   Psiapsiółki wyrozumiałe mam, na razie zadowalają się, zwoływanym raz na jakiś czas sabatem czyli wieczorem przeznaczonym tylko dla bab i surowym zakazem wstępu dla tej brzydszej połowy.
    Wakacje.... ech wakacje, jeszcze w tylu miejscach nie byłam, tyle rzeczy nie zobaczyłam.... no tak, rozmarzyłam się, a postanowienie konkretne zrobić by trzeba, gdzie tym razem zawiedzie mnie koleżanka globtroterka, z którą wojażuję od lat. Mój ślubny nie lubi upałów a mnie ciągnie do ciepełka, poza tym ktoś z kotem zostać w domu musi.Więc koleżanka serdeczna, poznana lata temu gdzieś na końcu świata, jest moją współtowarzyszką podróży.
Co roku, obiecujemy sobie że: obmyślimy trasę wcześniej, zarezerwujemy to, co rezerwować trzeba, wpłacimy kasę i czekać będziemy na dzień wylotu.A kończy się tym, że łapiemy last minute, choć ukrywać nie będę, i tak lecimy tam gdzie chcemy, hi, hi...
   O jednej rzeczy pamiętać też trzeba.. Po wielu latach małżeństwa zdrowym dla niego jest, gdy małżonkowie rozstaną się choć na 2 tygodnie.Testuję sposób od lat i sprawdza się (jak na razie).
  Reasumując: na plaster mi postanowienia noworoczne, skoro nie sposób ich dotrzymać?
P.S dobrze, że do takich wniosków doszłam teraz a nie np, w marcu, stresować się później nie muszę:))


  i mina Pani Kici, gdy przeczytałam jej moje wynurzenia.

   

3 komentarze:

zainspirowana pisze...

bardzo prawidłowo :)
na mnie postanowienie wymusiła przyjciółka i powzięła takie samo uznawszy mnie za geniusza, albowiem wymyśliłam, że kawę co rano pić będę. a my "kawopije" jesteśmy :D

dziękuję za udział w Candy :)
bez tego może nigdy bym do Ciebie nie trafiła... a tak tu przyjemnie :)

Danuta pisze...

Świetnie piszesz. Czyta się Twoje posty z przyjemnością. A co do postanowień to tez trochę mi się uzbierało ale czy je dotrzymam to się okaże;-))))) Ale zawsze nowy rok zmusza nas do TYCH postanowień których w 50% nie uda się zrealizować. Dziękuję za odwiedziny i przemiły komentarz.
pozdrawiam

Alicja pisze...

Zainspirowaną witam w klubie "kawopijów", bez tego napoju też nie jestem w stanie funkcjonować.
Danusiu, dziękuję za uznanie, z przyjemnością zaglądam do Ciebie.