Skończyłam odświeżać pioruńską wagę, oj, dała mi do wiwatu, dała. Najpierw w ruch poszła metalowa szczotka, potem różnej grubości papiery ścierne, specjalny żel do usuwania farb i na koniec, by rdza nie wylazła, farba Hammerite.
I to w kilku warstwach. Upaprałam się farbami (nie potrafię robić w rękawiczkach), i choć efekt nie jest taki, jak zamierzałam, na teraz dam już sobie spokój. Może kiedyś do niej wrócę i przemaluję na konkretny kolor.Ten, który jest, to kolor, jaki waga miała pierwotnie.Gryfy, które stykają się dzióbkami,po oszlifowaniu ukazały również swój pierwotny kolor.Takie je zostawiłam.Znalazłam też kilka straszliwie zaśniedziałych odważników, i je również przeszlifowałam.
Szalki są trochę zdeformowane, ale nie uważałam za słuszne, by je wyklepywać. Są tylko przemalowane w kolorze dzióbków.
Nie sądziłam, że aż tyle wysiłku włożę w tą pracę, ale było warto.Gryfy ukazały swoje piękno, wszystkie detale są widoczne,odskrobałam nazwę fabryki i cieszę się, że mam tę wagę. W dodatku świetnie waży! Sprawdziłam..
1 komentarz:
moze i piorunska, ale warto bylo sie upaprac farbami, wyglada jak nowa!
pozdrawiam
Basia
Prześlij komentarz