Zasypało mnie do połowy okien, ale przez resztę szyb i tak widać groźne piękno zimy. Niestety kominka brak, do żeberek kaloryfera trudno się przytulić, więc zostaje gorąca kawa, pierniczki do pogryzania i ulubione zajęcie czyli dekoupage.
Kilka miesięcy temu, zupełnie przypadkowo trafiłam na strony poświęcone decoupage. I zupełnie oszalałam na punkcie tej metody zdobienia.Nieletnia od dawna nie jestem, ale zadarłam rękawy i zaczęłam się uczyć od początku, metodą prób i błędów,i mnóstwa zmarnowanego materiału. Gdy oglądam na blogach cudeńka, które dziewczyny robią dochodzę do wniosku, że długa jeszcze droga przede mną.Ale najważniejsza jest przyjemność, którą mam robiąc moje "tworki-wytworki"i nieskrywany podziw rodziny, że mi się chce.
To na zdjęciach to moje wczesne eksperymenty, nie umiałam poradzić sobie z rwącymi się serwetkami, robiły mi się zgnioty i purchle, ale od czego net? Teraz już wiem, jak sobie z tym radzić, ale dalej nie umiem zrobić tak, by spękania utworzyły się NA motywach.I jaki krak jest do tego potrzebny, jedno czy dwuskładnikowy i jak go kłaść. Mam jednak nadzieję, że i tego wkrótce się dowiem.
Pozdrawiam zimowo.



1 komentarz:
piękne są te twoje dzieła!
cudowne :)
naprawdę! ah, jak Ci ich zazdroszczę :D
Prześlij komentarz