Pytanie godne Hamleta, choć on inną kwestię wypowiadał. Ale dla mnie tytułowe pytanie jest ważne. Mam paść na twarz ze zmęczenia czy jednak trzymać pion uruchamiając przy tym całą siłę woli?
Ot zwyczajnie, zarobiona jestem i to bez jakiegokolwiek i czyjegokolwiek przymusu. Sama, z własnej woli narzuciłam sobie jarzmo na kark, uśmiechając się przy tym radośnie.
Dekoupag'em zainteresowałam się parę miesięcy temu,powiedziałam sobie:"to jest to!"i z radosnym kwikiem rzuciłam się w wir malowania, wycinania, lakierowania i gapienia się w przedmiot czekając aż wena raczy się zjawić.
I tu chwalić się będę.
Okazało się, że moje tworki-wytworki znajdują amatorów i nawet bardzo im się podobają.Niestety mieszkanie ma ograniczony metraż, a ślubny ciągle zahaczał np.o puszkę z farbą czy pędzle, pomrukując pod nosem, inwektywy pewnie, choć głośno nie chciał się do tego przyznać.
Skorzystałam z okazji, że dziecka opuściły gniazdo, zaanektowałam pokój na pracownię i oddałam się radosnej twórczości.Przydługi ten wstęp, ale zmierzam do tego, że w niedzielę po raz pierwszy PUBLICZNIE wystawię swoje tworki-wytworki na kiermaszu przedświątecznym.
No, trema mnie zżera, muszę logistycznie rozwiązać mnóstwo spraw, typu oświetlenie, wystrój, i całej tej reszty mającej przyciągnąć ewentualnych klientów.
W związku z tym cały tydzień przeznaczyłam na wywiązanie się z wcześniejszych zamówień i produkcję nowych rzeczy. Przy okazji upiekłam całą masę pierniczków, które w prezencie dostaną odwiedzający moje stoisko, będzie grzaniec (a co!) , którego aromat spotęguje świąteczny nastrój.
Pracownia przypomina plac budowy, wszędzie porozkładane przedmioty,te do malowania, te do suszenia, te do lakierowania. Nawet kot ma problem z poruszaniem się wśród tego bajzlu. .
A reszta mieszkania leży odłogiem i czeka na świąteczne dekoracje.
Nie zamierzam się jednak poddawać, głowę i bolące plecki postawię do pionu i dam radę.
Trzymajcie kciuki za powodzenie kiermaszu i moje na nim zaistnienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz