czwartek, 17 lutego 2011

w temacie przygód...

Tyle mówi się od pewnego czasu o tym, co się dzieje w Egipcie. Oglądając relacje jestem przerażona, gdy mówią o zniszczeniach jakie tam miały miejsce, szczególnie o zniszczeniach dokonanych w Muzeum Kairskim.
Co za niesamowita bezmyślność, kraść i niszczyć starożytne drogocenności, będące przecież ich narodowym majątkiem.
Byłam w tym kraju nie raz, zwiedziłam cały Synaj, pływałam po Nilu od Luksoru do Tamy Asuańskiej, byłam poza pierwsza kataraktą u Nubijczyków i oczywiście w Kairze i Gizie. Kraj niesamowitych kontrastów i przygód.
Na przykład.
Wracamy spod piramid, tłumy nieziemskie przewalają się wkoło, istna Wieża Babel, czekających na turystów autokarów całe mnóstwo,i pytanie, w którym miejscu stoi nasz? Czołówka naszej grupy kurcgalopkiem leci, poganiana przez przewodnika. Odstaję nieco, bo do diabła, chcę w końcu spokojnie sobie zapalić.Więc truchtam sobie niespiesznym krokiem, wiedząc doskonale, że beze mnie nie odjadą, a tu nagle przy mnie hamuje wielbłąd.Mając wcześniejsze doświadczenia z tymi czworonogami, odsuwam się trochę na bok.
Siedzący na garbie szczawik pyta, czy poczęstuję go papierosem. Klnę siebie w myśli, za trzymanie peta w ręku i kuszenie losu, zdając sobie jednocześnie sprawę, że jak nie dam tego papierosa, to gówniarz się nie odczepi, a ja zmęczona i za stara jestem na uciekanie przed nim. Daję więc tego papierosa, niegrzecznie, bo wyjęłam jednego z paczki i podałam, a ten.... (taki owaki) chce jeszcze ognia.
Na szczęście zeskakuje ze swojej kobyły, zapala i mówi, że skoro jestem tak miła to on mi zrobi zdjęcia na tle tej malowniczej kupy sierści.No dobra, zgadzam się, pętak pstryka dwa zdjęcia, ja wyrywam mu aparat z ręki, a ten swoją wyciąga, bo zapłacić mu mam! Szlag mnie trafił, moi ludzie zginęli mi już z oczu w tumanach kurzu, lecieć sama, jak głupia będę musiała po piachu i szukać autokaru, a ten na mnie głos podnosi?! O żesz ty, w mordę kopany, nie wiesz z kim zadzierasz! To ja nie odmawiam ci trucizny, grzeczna do obrzydzenia jestem i mam jeszcze płacić?Sytuacja nie najciekawsza się robi, bo do drania podbiega jeszcze jeden i obaj łapska do mnie wyciągają.
Skoro zrobili mi zdjęcia to powinnam im zapłacić!Zaparłam się nogą o kamień,łeb w przód wyciągnęłam i wydarłam się na nich w najczystszej "łacinie",Gdzieś w głowie tłukło się pytanie: skąd znam te piękne wyrazy,młodziakom mina zrzedła,widać nie spodziewali się takiej reakcji od damulki w moim wieku (hi hi, hi). Wyszarpnęłam aparat z etui i twardo powiedziałam: "nie ma zdjęć, nie ma pieniędzy" i na ich zdziwionych oczkach wykasowałam dwa zdjątka z aparatu, odwróciłam kuper z dumą i poszłam sobie.
A autokar znalazłam bez trudu, i ostatnia w nim byłam, a co!
/zdjęcia robiła moja współpodróżniczka/
I jedno z miejsc, które wywołało mój wielki zachwyt.
I jeszcze jedno zdjęcie. Kto wie, co to jest?

3 komentarze:

zainspirowana pisze...

roślinka :) hehe ;)
i przydaje się babcia, z którą się rozwiązywało całe życie krzyżówki ;)

jagus161 pisze...

Mogiem prosić o więcej takich historyjek :)) Zaczynam się uzależniać o Twojego bloga :))

Florentyna pisze...

Ja wiem:-)
Pozdrawiam cieplutko.