Ktoś, dla mnie zupełnie wyjątkowy, przysłał mi dziś zdjęcia z lat mojej wczesnej młodości. Siedziałam przy nich dłuższą chwilę, zastanawiając się, gdzie zagubiła się ta dziewczyna z figurą Twiggi (wiecie, kto to był?) i włosami prawie do pasa? Natychmiast usłyszałam w głowie równie starą piosenkę Haliny Kunickiej "To były piękne dni"i rzeczywiście... były.
Będąc więc w nostalgicznym nastroju zaczęłam oglądać i inne zdjęcia, przypominać sobie ludzi i zdarzenia...
Dziś będąc o ileś tam lat i kilogramów starsza, z krótką fryzurą, doszłam do wniosku, że w głębi duszy jestem ciągle ta sama. W dalszym ciągu popełniam błędy, nie mam czasu na nudę, robię kilka rzeczy naraz, dalej potrafię przetańczyć całą noc albo spakować walizę i wyjechać daleko.No,wariatką taką, że nie wiem, dokąd jadę, to nie jestem Z wiekiem pewnie zrobiła się ze mnie mniejsza ryzykantka, niż kiedyś.
Ale np, wlazłam na wielbłąda. Ach, z tym była cała przeprawa. Wybrałyśmy się z koleżanką na safari, najpierw jazda jeepami po pustyni a potem przyprowadzono stado wielbłądów. Stado jak stado, prawie wszystkie były spokojne. Prawie, bo jeden wierzgał i wrzeszczał. Powiedziałam, że pewnie mnie się ten narowisty trafi. I rzeczywiście, więc wlazłam na kobyłę, złapałam się jedną ręką łęku z przodu, drugą, tego z tyłu.I dylemat: aparat fotograficzny gdzie mam wziąć? w zęby? Paskudny stwór wstał bez polecenia, a ja prawie wypadłam przez jego łeb. No, ale uśmiech na pysku, bo kamerzysta filmuje. Jak jaka głupia i niedoświadczona turystka, miałam na nogach, zamiast porządnych sandałów, szałowe japonki. Co chwilę musiałam podnosić nogi do góry, by je poprawiać, coby ich nie zgubić. W tym czasie, narowista pokraka, nie dość, że cały czas wrzeszczała, to jeszcze pchała się w największy gąszcz swoich pobratymców. Więc znów nóżki w górę, by nie poobcierać sobie skóry szorstkimi derkami.
Dodatkowo musiałam trzymać się mocno nie tylko dlatego, żeby nie zrobić z siebie widowiska i nie spaść bo kobyła szła jak chciała, ale również po to, by nie spaść ze śmiechu.Nie wiedzieć czemu, mojej szanownej koleżance przestała się podobać jazda na wielbłądzie i już, natychmiast chciała z niego zejść.Mówi do niego po polsku, że ma stanąć, że ona chce iść po tym piachu pieszo, a wielbłąd nic, tylko leci dalej.Krzyczę do niej, że może to zwierzę nie rozumie po polsku. Ona w amoku chyba była, bo we wszystkich znanych sobie językach zaczęła powtarzać wielbłądowi swoje prośby. Wyłam ze śmiechu, a ona dalej prosi.
W końcu dotarłyśmy do celu, cholera znowu klapnęła bez polecenia, ale ja, ho, ho nie spadłam. Koleżanka, mając już grunt pod nogami, czyli miliony ton piasku, wyzywała swojego wielbłąda od takich i owakich . Czołgając się prawie ze śmiechu dotarłam do niej i mówię: przestaw się na arabski, bo on nie taki poliglota jak ty.
Ale i ona miała ubaw ze mnie. W końcu wyszło szydło z worka czyli odpowiedź na pytanie, jakim cudem ten garbaty pchał się nie tam, gdzie powinien. Otóż, Arabowie kierują wielbłądami własnymi stopami, nie walą je po bokach, jak robi się z końmi, tylko stopami dotyka ich szyi i tak kieruje. Ja ciągle podnosząc stopy do góry, nieświadomie powoziłam wielbłądem.Pewnie też dlatego wrzeszczał po wielbłądziemu, buntując się przeciwko białasce siedzącej na jego grzbiecie.
Takich przypadków jak to, miałyśmy całe mnóstwo ale o tym innym razem.
I żeby nie było, że nic nie robię:
Pudełko po synowskich butach, na "przydasie"
Następna porcja zdjęć, następnym razem.
Miłego wieczorku, pa.
5 komentarzy:
Your box is so romantic and beautiful, I love roses:-)
Butelke are very pretty, hugs Biljana
Ale przygodę miałyście;-))) Super to musiało wszystko wyglądać oczywiście z ziemi;-) Ja konno dobrze jeżdżę ale z wielbłądem to miałabym problem. Podziwiam za odwagę bo one to dużą szybkość rozwijają jak biegną;-) Buteleczki śliczne a pudełko jest BOSKIE. Kocia modelka też.
Pozdrawiam
Uśmiałam się zdrowo. Uwielbiam czytać kocie blogi do porannej kawki. Na tak zabawnie opowiedzianą historię już dawno nie trafiłam. Pozdrawiam cieplutko.
:) Fajnie się Ciebie czyta. A wytwory - bardzo ładne.
Uwielbiam czytać Twojego bloga! choć zwykle robię to hurtem niestety... nie mam pojęcia dlaczego nie mam cię w obserwowanych! błąd błąd błąd! ale już naprawiony, więc wybacz,proszę...
Prześlij komentarz