wtorek, 15 lutego 2011

Fryzjer,Dentysta i .... Burak

Wściekły dzień dziś miałam. Najpierw zaliczyłam fryzjera. I tak schrzanionej fryzury jeszcze nie miałam!
Gdy pędziłam w lodowatym wietrze do domu, uświadomiłam sobie, że nie miałam możności obejrzenia w zakładzie tyłu głowy. W domu przekonałam się dlaczego! MASAKRA!! Jedyną pociechą jest to, że włosy rosną mi w zastraszająco szybkim tempie i ten bałagan fryzjerski szybko zniknie.
Zastanawiałam się czy nie wrócić tam z zażaleniem albo karczemną awanturą, ale czasu dosłownie nie miałam, bo leciałam na umówioną wizytę do dentysty. Mój strach przed tą specjalizacją jest olbrzymi, ale dzielnie odwiedzam gabinet, nie mam wyjścia. Niestety strach prawie mnie dziś pokonał.
Przystojne, młode ciacho o nieznanym obliczu (maseczka na pyszczydle), i aksamitnym  głosie, z widoczną przyjemnością zaczął mi wiercić w uzębieniu. LUDZIE! pazurki tak sobie wbiłam w dłoń, ze ślady potem miałam a moje biedne serce dostało takiej arytmii,aż gestem pokazać musiałam, by wziął to wiertło z mojej gębusi, bo latałam cała po fotelu. Chwilę trwało, nim uspokoiłam się na tyle, by ten diabeł w ludzkiej skórze mógł dokończyć to, co zaczął.Ale sam się też przestraszył, może tego, że mu zejdę na fotelu, hi, hi, hi....
Na szczęście kontrolna wizyta za 4 miesiące, zdążę przyzwyczaić się do myśli, że usta szeroko otworzyć będę musiała i nie po to, by gadać.
Przypomniała mi się właśnie historia z jednej z moich podróży.
Wracamy sobie z koleżanką do hotelu, głęboka noc,uliczka ciemna, dwie lampy na krzyż, ale markety czynne całą dobę, dobrze oświetlają ulicę. Polowałyśmy z aparatami, by zrobić zdjęcie jednego z marketów o wdzięcznej nazwie "BURAK"(podobno to tureckie imię męskie). I nagle widzimy stojącego przed marketem polskiego malucha na tureckich tablicach. Zachwycone faktem jego stania i możności jego oglądania (w Polsce niezbyt częsty już widok na ulicach) odtańczyłyśmy wokół autka taniec w zamierzeniach indiański. Nie obyło się bez ochów i achów, głaskania karoserii i pozowania do zdjęć na jego tle. Z radością w sercu i śpiewem na ustach wracałyśmy do hotelu szczęśliwe, że widziałyśmy kawałek rodzinnego kraju.Dwa dni później miałyśmy jechać na daleką wyprawę, w której programie było m.inn. zwiedzanie fabryki dywanów. W pewnym momencie, po pokazie podchodzi do nas Turek i pyta: czy tu wy mieszkacie w Calis?(dzielnica Fethye, Wybrzeże Likijskie)
Odpowiadamy, że owszem mieszkamy. Z radochą na ustach Turek pyta: a czy to wy tańczyłyście w nocy przy samochodzie?
O rany, ale nam głupio się zrobiło, bo facet zaczął gromko wołać coś po turecku i zleciała się cała masa ludzi. Okazało się, że gość robił zakupy u Buraka i widział nasze przedstawienie.
Ale jak to możliwe, że ciemną nocą, kilka dni wcześniej, dziesiątki kilometrów od miejsca zdarzenia facet nas rozpoznał? Musiałyśmy zrobić na nim piorunujące wrażenie!
Oczywiście koleżanka nie omieszkała uzmysłowić zebranym, czym był taki maluch dla przeciętnego Kowalskiego w czasach komunizmu.
Efektem tak radosnego zebrania, było zaproszenie nas na piwo!

I kilka zdjątek:
dziewczyński kufereczek ze wstążkami
szkatułka z filiżanką
pudełko z elfami
i koci medalion, jako początek serii obrazków z kotami.
Miłego wieczorku.

5 komentarzy:

Black Cat pisze...

Ależ przygoda:-) uśmiałam się
Ja też z sentymentem wspominam rodzinnego maluszka, ale głównie jako jego pasażer, bo dumnym właścicielem była moja mama, która po -nastu latach nadal wspomina swój pierwszy ukochany samochodzik:-)
Przepiękne prace z ciekawością czekam na kocią serie.
pozdrawiam serdecznie

jagus161 pisze...

śmiałam się przy porannej kawusi z tak fajnej przygody. Też nie cierpię stomatologów oraz innych -logów :) Jednakże w tej kwestii wykazuję daleko posuniętą zachowawczość - nawet do najmniejszej roboty przy moich kłach każe sobie wbijać znieczulenie. Oczywiście uprzednio proszę o znieczulenie dziąsła jakimś specyfikiem w maści co by nie czuć ukłucia igły :) Później zamykam oczy i otwieram je jak mnie wyganiają z fotela.

Alicja pisze...

jaguś, nie udaje mi się zamieścić u Ciebie komentarza, nie wiem, co robię źle, ale próbuję i próbuje i nic nie wchodzi.

zainspirowana pisze...

ciebie nie można czytać przy kawie! zaplułam sobie cały ekran! kolejny raz!

jagus161 pisze...

Alicjo, doprawdy nie wiem co mam napisać :( tak mi przykro. W piątek będzie w domu mój osobisty informatyk to się go zapytam w czym rzecz. Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za niedogodności.