Z reguły, o tej porze roku miałam już wykupione wakacje, planowałam co zapakować do walizy i przelatywałam przez miasto w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy.......
Tak się też co roku składało, że moje imieniny przypadały na czas wojaży. Przypominało mi się dziś zdarzenie, które miało miejsce w Hiszpanii, a do której wybrałam się z siostrą.
Wracamy sobie do hotelu bardzo mocno oświetloną ulicą, przy której znajdowało się całe mnóstwo knajp, pubów i dyskotek.Ważne jest by wspomnieć, iż dzień wcześniej naświetliłam sobie oczy, nie wiem, czy od wody czy słońca, w każdym razie leciały mi łzy cały czas, nie sposób było spojrzeć przed siebie, szłam z opuszczoną głową, jak ślepiec, mając tylko lekko uchylone powieki. I w związku z tym patrzyłam pod nogi.
W pewnym momencie zobaczyłam złożony w malutką kostkę papierek, odruchowo schyliłam się i go podniosłam.
Rozwijam i mówię do siostry:- patrz, 20 euro! ona odbiera papierek ode mnie i mówi:- głupia jesteś, to za grube, rozwija a tam 2 banknoty po 20 euro! czyli 40 jak byk, akurat na wyprawienie imienin!
Imieniny przypadały 2 dni później, tego też dnia miałyśmy wieczorem wziąć udział w hiszpańskiej fieście.Oczy wyleczyłam, pani w aptece, gdy powiedziałam, co mi jest, sprzedała super specyfik, który błyskawicznie zadziałał,więc mogłam spokojnie balować:))
W Casa, gdzie odbyć się miała fiesta posadzono nas przy stoliku z Holendrami obojga płci.Początkowo siedzieliśmy w milczeniu popatrując na siebie i uśmiechając się głupkowato. W pewnej chwili jeden z nich zapytał, czy mówimy po niemiecku, odpowiedziałam, że tak. Na to on wzniósł oczy do nieba i wykrzyknął: "God sei dank"i atmosfera zdecydowanie się rozluźniła.Nie ukrywam, że pomocne w zacieśnianiu więzi między narodami miało też zaopatrzenie stołu w różnego rodzaju napoje, w tym słynnej Sangrii.
A po jakimś czasie zaczęłam się dziwić, jakim cudem te wszystkie języki są do siebie podobne i jak łatwo przychodzi nam ze sobą rozmawiać;))
Wieczór rozwijał się w szaleńczym tempie,zabawa była przednia, nawet nie zwróciliśmy uwagi, że piloci zaczynają odciągać od stolików rozbawione towarzystwo i pakować do autokarów:)
Żal było się rozstać, przecież dopiero się rozkręciliśmy, więc trochę trwało nim zapakowaliśmy się do aut.
Tym bardziej, że siostra moja wraz z jednym z Holendrów zainscenizowała na parkingu corridę. Ona jako torreador, on jako byk.Cudnie to wyglądało i tak prawdziwie, że kilkoro z zabawowiczów zbierać musieliśmy potem spod autokarów, bo ze śmiechu padli jak stali i chcieli tam zostać;))
W portfelu zalegało znalezione euro, miało iść na "przelew", imieniny były, więc co dalej robimy z tak dobrze rozpoczętym wieczorem? Ano, na plaży było kilka niezłych knajpek, padł więc pomysł, że tam się przenosimy.
O ludzie, TAKICH drinków, w TAKICH naczyniach w życiu nie widziałam!
Dobre towarzystwo, muzyka, noc, niebo pełne gwiazd,cieplutkie morze pod stopami .....
jedne z najlepszych imienin jakie miałam... Oczywiście były też inne, nie mniej radosne i rozrywkowe, ale o tym innym razem;))
I kilka moich prac:
kolejna szafka na klucze, tylko spękania i rozmaryn.
i taka ciut folkowa.
Miłego dnia!
8 komentarzy:
Farciara z Ciebie ;) a eurokasa bardzo dobrze wykorzystana :))i tak trzymać :))
Uwielbiam Twoje wakacyjne opowieści :)i liczę że będzie ich więcej.
kocham te opowieści! :D
a domek na klucze piękny znów...
Kochana ale imprezke miałaś;-) zazdroszczę . U mnie zazwyczaj sztywno i bez szaleństw, choć jak byłam jeszcze panną to bywało fajowo.
Prace jak zwykle majster sztyk. Rameczka cudna.
Pozdrawiam
Takie spontaniczne fiesty sa najlepsze! a skrzyneczka na klucze, ta z rozmarynem szczegolnie mi przypadla do gustu..SALUDOS Y OLE
Nice:))))
Można tylko pozazdrościć tak udanej imprezy!!!Musiałyście się naprawdę dobrze bawić!!:))
Piękna szafka powstała, 100% folku w folku, podoba mi się bardzo!
Serdecznie pozdrawiam:)
Danusiu, ja mam "porąbaną" rodzinę, więc szaleństwa są na porządku dziennym;)))
Witaj Grażynko, rzeczywiście spontan to jest to, co "tygrysy lubią najbardziej":))
Lejdik, bawiłyśmy się naprawdę super, a i reszta towarzystwa też nieźle wywijała;))
Alicjo, dzięki za fajny komentarz!!:)A Hameraida, polecam z ręką na sercu!!Można nim wszystko malować, nic się nie dzieje, śmierdoli ciutkę, ale da się przeżyć. Ja malowałam na polu, więc przeżyłam:))Miłego!
Great job, it looks so beautiful:-)
Hugs, Biljana
Prześlij komentarz