A ponieważ charakter mnie pchał, by zająć czymś ręce i głowę, energia rozpierała, samo czytanie książek nie wystarczało a śniegu do szuflowania nie było, to i pomyślałam, że coś dużego powinnam zrobić:))
Postanowiłam więc zabrać się za własne mieszkanie i np. zmienić kolorystykę kuchni. Znudziła mi się już okrutnie, czekałam tylko na odpowiedni nastrój i gromadziłam siły, by podołać zadaniu. Miałam zamiar pomalować ściany, półki, półeczki i wszystkie te duperele, które w niej zalegają.
Brak dostępu do netu, to była właśnie odpowiednia chwila:)))
Kupno farb nie nastręczało trudności, ślubnego wypchnęłam z domu, coby nie przeszkadzał, pościągałam ze ścian, co tylko dałam radę, wzięłam pędzle w dłoń i....... do drzwi zapukali goście.
Przyoblekłam twarz w coś, co miało wyglądać jak uśmiech, sparzyłam kawę i czekałam, czekałam, czekałam... trzy godziny, nim w końcu mogłam zabrać się za robotę:))
Ściany machnęłam na biało, bo pasowało mi to jakoś do płytek i mebli, a że kuchni taka bardziej lilipucia, przez tą biel powiększyła się optycznie.
Jakiś czas temu odziedziczyłam starą, około 80-cio letnią półkę z szufladkami. Drewno było w niezłym stanie, już kiedyś pokusiłam się o zdarcie z niej niezliczonych warstw farby, no i teraz doczekała się nowego wyglądu.
Muszę przyznać nieskromnie, że bardzo podoba mi się efekt, jaki osiągnęłam. Nie dość, że praktyczna, to jeszcze pełni funkcję zdobniczą.
Na parapecie ustawiłam ozdobiony różami słój, obok stoi klateczka kupiona jako chińskie badziewie, a zdemontowana i przemalowana.
A to już ramka, która jest zaczątkiem zmian w przedpokoju. Trochę od "tyłu" robię, bo powinnam najpierw ściany a potem dekoracje, ale skoro ramka sama mi w ręce wpadła....:)))
Poza tym, jako "chomik", który niczego nie wyrzuca, zagospodarowałam puszki, takie, jak np.te, po lakierze Fluggera i kremach różnistych.
Szpilki, guziki, koraliki, nareszcie zostały uporządkowane:)))
W lakierowaniu jest jeszcze chlebak i kilka innych przedmiotów, ale to już następnym razem:))
Na zakończenie jeszcze tylko zdjęcie mojej Kiciulki w objęciach ukochanego "wujcia":))
Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, miło mi jest Was gościć:))
8 komentarzy:
Alus sliczna masz kuchnie :)A kociak slodki
Dałaś popalić sobie z takim remontem. Bibeloty pierwsza klasa, szczególnie ta półka z szufladeczkami.A jak Kiciulka przeżyła taką kuchenną rewolucję ??Cały czas była w ramionach wujcia? :))
pięknie! mnie wiosną czeka taki całkowity remont kuchni i przedpokoju...
ale nie mam pomysłu :(
zazdroszczę Ci, że tak wiesz co i jak chcesz... ah :)
pięknie!
Super wygospodarowałaś czas :) Kuchnia z pewnością wspaniale się prezentuje, a takie zmiany są bardzo korzystne szczególnie zimą ;)
A Mruczuś kochany :) Widać, że mu dobrze ;)
obiecuję, że jak tylko uda mi się zrobić ładne to będą Twoje!
te są pierwsze i pewnie dziewczyny, które tworzą sutaszową biżuterię umarłyby ze śmiechu :)
I love your decor, your boxes is so romantic and pretty:-) Hugs, Biljana
zakochałam się w klateczce z ptaszkami. Super klimacik całości. Pozdrawiam cieplutko :)
hehe, za mną też chodzi przemalowanie na biało, ale muszę się wstrzymać do wiosny, bo boję się, że w te mroźne dni to wszystko będzie dłużej schło, ale małemu bieleniu nie mogłam się oprzeć:)
twoja kuchnia w całości musi superowo wyglądać:)
Prześlij komentarz