wtorek, 1 marca 2011

prezentowy szał radości.


    Jakoś wyjątkowo ukochał mnie  pech, i żeby ograniczył się tylko do jednej sfery życia... ale nie, cholera prześladuje mnie na wszystkich frontach.Może powinnam powiedzieć, że to już czas przeszły?
że sobie odpuścił? że powiedział sobie, dość długo trzymałem się tej baby, eh, odstąpię, niech ma choć kilka chwil radości przed śmiercią?
I stało się, albo piorun dobrze się zakamuflował, albo rzeczywiście zniknął.
Nie dość, że udało mi się wygrać candy u Bajki, 
i wygrałam przesłodką herbatnicę.
to teraz Lejdik
obdarowała mnie przecudnej urody prezencikami, własnoręcznie wykonanymi

zakładka z KOTAMI i broszka, w moich klimatach.



Zaczynam wierzyć, że pech przeszedł na kogo innego, przecież nie może być bezrobotny;))


I buteleczki, które popełniłam.
Jeszce raz gorące podziękowania Asiu!

2 komentarze:

rzeka pisze...

Oj, tej kociej zakładki to baaardzo zazdroszczę... ;-)

monicja65 pisze...

Piekne te Twoje buteleczki.Ja mam kilka ktore czekaja na swoja kolejke do decu.Jakos nie moge sie za nie zabrac.Pozdrawiam serdecznie.