poniedziałek, 29 listopada 2010

jest fajnie...

Mam nową szatę graficzną bloga, bardzo się z tego cieszę. Z przykrością jednak stwierdzam, że gdyby nie moje dziecko,sama zgubiłabym w zawiłościach ustawień.
Wybrałam elementy kojarzące się z podróżami, bo jedną z moich największych miłości są właśnie podróże, zwłaszcza te dalekie. Uczciwie mówiąc, wyjeżdżam najdalej, jak się tylko da. Uwielbiam gorące słońce, cieplutkie morze, zakochana jestem w palmach rosnących tak, po prostu  na wyciągnięcie dłoni, kocham egzotykę we wszystkich jej postaciach. No, może niektórych ichnich potraw nie tykam.
Ale nigdzie na świecie nie spotkałam takiego nastroju przed i świątecznego jak u nas. Wszędzie indziej to komercja, my potrafimy celebrować całą tę otoczkę towarzyszącą świętom.
Na blogach aż huczy od pomysłów na dekorację mieszkań, domów i przepisów na świąteczne jedzonko.
Kudy tam amerykańskiej gęsi do naszego karpia! Gdzie indziej na świecie dzieli się opłatkiem? o pustym miejscu dla niespodziewanego gościa nie wspominając.
Sama uległam przedświątecznej gorączce. W niedzielę zaczął się Adwent, więc popełniłam stroik z dostępnych w tym momencie składników. Z jesiennego stoika zostały szyszki, żołędzie, resztki mchu, więc pomyślałam, czemu nie? no i wyszło, to co wyszło.

Cztery  świeczki, cztery tygodnie Adwentu, a potem..... najpiękniejsze i najcudowniejsze święta.
Z doświadczenia własnego wiem, że to czekanie na święta i sama Wigilia jest najlepsze. Bo potem to już tylko obżarstwo i spacery dla spalenia pochłoniętych kalorii.
Też się z tym zgodzicie?

Brak komentarzy: