środa, 27 lutego 2013

Czy mnie jeszcze pamięta...cie?

Wczoraj minął rok od czasu, gdy zamieściłam ostatni post:))
Powiedziec, że nie zauważyłam, jak ten czas zleciał, to powiedziec.... prawdę:)) Tyle się przez ostatni rok w moim życiu zdarzyło, że i na kilka życ by starczyło:)))
Wyjechałam z Polski, bo zamarzyło mi się życie na maleńkiej wysepce, którą znalazłam w necie i w której się zakochałam. Potem tylko wystarczyło znaleźc tam pracę i mieszkanie i można bylo zacząc przygodę.
Cudowna przyroda, świetny klimat, mili ludzie..... cóż więcej do szczęścia potrzeba? Chyba tylko bliskich, którzy zostali w domu.
Człowiek jest istotą stadną, nie potrafi życ samotnie. Już Arystoteles powiedział:: Aby życ samemu trzeba byc bogiem lub zwierzęciem.
Nie jestem ani jednym ani drugim....
Wróciłam więc do domu...
Ale najważniejszy powód mojego powrotu ma na imię Amelia. To moja przecudna wnusia:)) Dziś ma 5 miesięcy i już stała się centrum mojego świata:)))

Na razie zostaję w domu.
Będę w nim tak długo, jak długo natura pędziwiatra, znowu mnie w świat nie wygoni:))
 Miłego wieczoru

2 komentarze:

Black Cat pisze...

Ja pamiętam :-) mam cały czas w podczytywanych, bo zawsze mogę u Ciebie znaleźc w starszych wpisach inspiracje i ciepło :-)))
sama ostatnio nie pisuję u siebie, ale może natchnienie na jakieś robótki, bądź zmianę formy ;-) przyjdzie wkrótce.
serdecznie Cię pozdrawiam i życzę przyjemnego i rodzinnego weekendu, który już widac :-)

grazyna pisze...

Ale mnie zaciekawilas ta opowiescia o przygodzie na jakiejs malej wyspie...nie bedzie relacji? a wnusi gratuluje, wiem ci to znaczy kochac takie cuda! pozdrawiam